Esther:
Z gracją przeszłam się po zakurzonym pomieszczeniu dotykając opuszkami palców mebli pokonywanych po drodze. Uniosłam palce przed oczy i zobaczyłam, że moje palce są szare. Zaśmiałam się sama do siebie i otrzepałam dłonie. Wzięłam kołek z białego dębu i dokładnie go zbadałam wzrokiem. Odłożyłam go na miejsce. Teraz potrzebuję kogoś kto dokona tego czynu.
Usłyszałam jakiś hałas na dworze. Wyszłam i spostrzegłam... pustkę. Nie było nikogo. Usłyszałam szelest. Wampirzy bieg. Tylko one są takie szybkie. Chciałam wrócić do środka, lecz spostrzegłam znajome rysy. Smukłą budowę twarzy z podwójnym podbródkiem pokrywał rudawy meszek. Na jego głowie były idealnie przycięte, rude loki. Na jego pełnych ustach pojawił się szeroki uśmiech. Ręce miał złożone. Opierał się o ścianę z uniesioną nogą.
- Witaj mamo. - Odezwał się wreszcie.
- Klaus... - Powiedziałam półszeptem. Byłam zdziwiona. Skąd w ogóle wie, że tu jestem.
- Och, Esther... Myślałaś, że jestem aż taki głupi? - Nie zważał na moje słowa. - Myślałaś, że nie zauważę twojej obecności? - kontynuował wypowiedź.
Klaus odepchnął się od ściany nie rozkładając rąk. Zbliżył się do mnie.
- Dobrze wiesz, że już raz odebrałem Ci życie... - zaczął po chwili milczenia.
- Bezlitośnie wyrwałeś mi serce, Niklausie. - powiedziałam ostro krzyżując ręce na piersi. Zaśmiał się z tego czynu. Dobrze wiedziałam, że mogę użyć mocy, ale nie byłam pewna, czy to zadziała. Zaklęcie, które rzuciłam na broń przeciwko moim wampirzym dzieciom wyczerpało mnie.
- Dobrze wiesz, że mogę zrobić to jeszcze raz - nasze twarze dzieliły milimetry. To był mój syn. Nie mogłam teraz nic zrobić. - Esther. - dodał z sarkazmem.
Odeszłam o kilka kroków w tył. Znów się zaśmiał.
- Nie uda Ci się. - Powiedziałam pewnie. Zaczęłam wypowiadać zaklęcie, którego działania nie byłam pewna. W pewnej chwili mój syn rzucił się na mnie z warkotem, ale moje słowa go powstrzymały. Wylądował na ziemi zwijając się z bólu. Klaus zaczął pluć krwią. Na początku się ucieszyłam, ale nagle moje serce zmiękło. Przykucnęłam przy nim, a łzy zaczęły mi powoli cieknąć.
Nie chciałam, żeby umarł, ale mój syn nie czuł tego samego do mnie. Chwycił moją nogę i pociągnął do siebie. Upadłam uderzając się w głowę. Krew zaczęła farbować moje blond włosy na czerwono. Jako czarownicy, nie zrobiło mi to nic, ale Klaus wstał i podszedł do mnie chwiejnym krokiem. Mimo tego jak wyglądał zdobył się na uśmiech.
- Powtórzymy to co stało się tysiąc lat temu? - przykucnął obok mnie.
- Klaus... - i już go nie było. Nie wiedziałam co się stało. Po prostu zniknął. Wstałam i otarłam głowę. Na mojej ręce zobaczyłam świeżą krew.
Elena:
Leżałam chwilę nieruchomo na łóżku. Nie mogłam zasnąć. Wierciłam się jak szalona. Cała kołdra była zmięta, a ja nie wiedziałam, że potrafię się ustawić w takich pozycjach. Zeszłam na chwilę na dół. Spostrzegłam tam Damona pijącego whisky. Jak zawsze. Pomyślałam kiwając głową.
Zastanawiałam się gdzie jest Stefan. Starszy Salvatore jest już pewnie pijany. Tak mi się tylko zdawało. Nie wiedziałam, że wypowiedziałam to na głos.
- Nie bój się. Jestem trzeźwy.
Zdziwiłam się i przełożyłam niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Świetnie. - Uśmiechnęłam się sztucznie.
Potrzebowałam tych chwil, które spędziłam ze Stefanem. Jego miłość była mi potrzebna. Tak bardzo go kochałam. On pojawił się przy mnie gdy potrzebowałam miłości. Nadał sens mojemu życiu. Sprawił, że znów potrafiłam kochać. Potrafiłam... ufać ludziom.
Damon był moim przyjacielem. Nie uważałam go za nikogo innego. Przez jakiś czas czułam coś więcej, ale z czasem ponownie obudziły się we mnie uczucia do Stefana. Nie chciałam wybierać. Nie mogłam stracić ich obu.
Dopiero teraz spostrzegłam, że stoję w holu, a z oczu ciekną mi łzy. Gdy się ocknęłam szybko je otarłam i spostrzegłam, że wtulam się w obydwóch braci.
- Przepraszam... - szepnęłam niesłyszalnie dla ludzi, lecz ich bystre, wampirze uszy usłyszały moje szczere słowo.
- Za co? - spytał Stefan nie puszczając mnie z objęć.
- Za to, że nie potrafię wybrać. że nie potrafię pozwolić jednemu z was odejść. - Po tych słowach łzy popłynęły szybciej.
Przytulali mnie zmieszani, aż wreszcie odeszłam o kilka kroków w tył. Wybiegłam z pokoju i rzuciłam się na łóżku, a rzęsiste łzy płynęły po policzkach.
__________________________________________
Przepraszam, że tak późno. Chciałabym prosić was o komentarze. Bez nich nie chce mi się pracować, a więc bardzo was proszę.
sobota, 12 maja 2012
wtorek, 8 maja 2012
Rozdział 7 - Broń
Elena :
- Damon, przestań! - wrzasnęłam na całe gardło. Nie zważałam, że ktoś nas może usłyszeć. - Nie wiem co zrobiłam, ale na pewno nic nie stało mi się po drodze! - prychnął. Objął mnie mocno w talii prawą ręką i zeskoczył z gałęzi. Spadaliśmy w świetle gwiazd i księżyca. Moje włosy uniosły się ku górze. Mimo strachu jaki mi towarzyszył, że mnie upuści, spadnę, nie utrzyma równowagi, nie wypowiedziałam ani jednego słowa. W końcu stanęliśmy na ziemi. Odsunęłam się od niego na kilka centymetrów.
- Bałaś się? - spytał unosząc jeden kącik ust do góry w uśmiechu. Wpatrywał się w moje brązowe oczy, a ja nie do końca wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Chciałam jak najszybciej znaleźć się przy Stefanie.
- Nie! - odpowiedziałam dzielnie, stając prosto jak struna. Uniosłam głowę dumnie do góry i poprawiłam bluzkę. - Chodźmy stąd już. - dodałam po chwili milczenia. Zmierzyłam w stronę drogi. W oddali było widać tylko dom Bonnie. Nie przejmowałam się tym widokiem. Ten dom widziałam już wiele razy.
Brakowało mi tam tylko mojej ulubionej czarownicy z długimi, kasztanowymi falowanymi włosami i ciemną karnacją. Tęskniłam za jej brązowymi, średniej wielkości oczami. Nie widziałam jej kilka dni, a już myślałam, że to wieczność.
Zastanawiało mnie również, co się dzieje z moją wspaniałą wampirzycą, z prostymi blond włosami po łopatki i małymi, niebieskimi oczami. Brakowało mi jej szczerego uśmiechu, którego nie widziałam od wczoraj.
Odwróciłam się spoglądając na Damona. Szedł za mną posłusznie wpatrując się we mnie. Chyba oczekiwał jakiejś reakcji. "O nie, nie licz na to." Pomyślałam i prychnęłam. Odwróciłam głowę wpatrując się przed siebie.
- Z czego się śmiejesz? - spytał z nieskrywaną ciekawością w głosie. Zastanawiałam się co mu powiedzieć.
- Nie musisz się na mnie gapić przez całą drogę. - Powiedziałam nie zważając na jego pytanie.
Wampir nagle zjawił się przede mną tak blisko, że dzieliły nas milimetry. Chwycił moje malutkie dłonie zamykając je w swoich i przyciskając do klatki piersiowej. Wpatrywał się uważnie w moje oczy. Na początku robiłam to samo, ale nagle odwróciłam wzrok.
Chciałam zabrać moje dłonie, ale trzymał je tak mocno, że starałam się go tylko wyminąć. Przeszłam obok, a on zdumiony wpatrywał się w to co zrobiłam. Widocznie jeszcze żadna dziewczyna się mu nie oparła, ale dobrze wie, że ja nie jestem jak wszystkie dziewczyny.
***
Po długiej drodze znaleźliśmy się przed pensjonatem. Ucieszyłam się. Będę miała może chwilę spokoju.
Powoli zbliżałam się do wejścia. Damon z wampirzą prędkością znalazł się przede mną i otworzył drzwi. Uśmiechnęłam się i skinęłam głową na podziękowanie.
Powoli zbliżałam się do wejścia. Damon z wampirzą prędkością znalazł się przede mną i otworzył drzwi. Uśmiechnęłam się i skinęłam głową na podziękowanie.
W salonie siedział Stefan popijając whisky. Na mój widok poderwał się i odłożył trunk. Uśmiechnął się szczerze i podszedł do mnie i Damona. Dziwiło mnie, że działam na nich aż tak. Nie chciałam tego. Wolałam gdy byli swobodni i nie musieli o mnie walczyć.
Nie potrafiłam określić swoich uczuć, ale wiedziałam co czują do Stefana. Postanowiłam, dla świętego spokoju udawać zmęczoną. Przymrużyłam oczy i dotknęłam prawą ręką czoła. Zaczęłam wlec się na kanapę, a gdy dotarłam upadłam na nią "wyczerpana".
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. - Powiedziałam próbując się podnieść. Ruszyłam w stronę któregoś wolnego pokoju i położyłam się w łóżku.
Esther:
Elena jest taka naiwna. Jako daploeger powinna być bardziej uważna. Tak łatwo zdobyć coś co ma tylko ona. Krew sobowtóra. Ktoś w końcu musi zabić Klausa, a razem z nim resztę moich dzieci.
Unosiłam nad dłońmi kilkanaście kropel krwi Eleny. Nie mogłam już dłużej tego robić, więc chwyciłam szklankę stojącą na stoliku i przelałam tam płyn.
Teraz potrzebuję pierścienia Alarica. Z gracją ruszyłam do jego mieszkania. Jako potężna czarownica nie obawiałam się nikogo. Praiwie. Bałam się tylko, że Niklaus i Rebekah mnie zauważą. Lepiej żeby myśleli, że uciekłam i nie wrócę.
Podążałam ulicą Mystic Falls. Po chwili widziałam z daleka dom nauczyciela historii, przed którym stałam kilka minut później i wypowiadałam zaklęcie, dzięki któremu pierścień znalazł się w mojej dłoni. Uśmiechnęłam się złośliwie.
- Dziękuję. - szepnęłam odwracając się.
Odeszłam z tamtego miejsca bardzo szybko, ale i z wielką gracją. Wracałam tą samą drogą, ale teraz pokonywałam ją szybciej. Kilka minut i stałam w lesie. Już z daleka widziałam "Miejsce Śmierci Stu Czarownic". Dla mnie brzmiało to jak tytuł. Weszłam do środka zadowolona ze zdobyczy.
Ołtarzyk na którym miało się wszystko odbyć był gotowy. Żelazna miska stała na drewnianym, malutkim i okrągłym stoliku. Obok był kołek, który mógł zabić pierwotnego i krew Eleny.
W całym pomieszczeniu było ciemno. Ściany wyglądały jakby odbijały blask ognia. Cały pokój był rozświetlony na pomarańczowo. Stare, połamane meble przeniosłam do rogów, aby nie przeszkadzały mi w pracy, więc było tu wiele przestrzeni.
Podeszłam do ołtarzyka i wrzuciłam pierścień do miski. Wydobył się brzdęk i od razu zaczęłam wypowiadać łacińskie zaklęcie. W żelaznym naczyniu pojawił się ogień. Płomienie tańczyły w kółko wykonując różne kombinacje. Dolałam ciemno-czerwonego płynu. Całość wybuchła nie przynosząc szkód. Wypowiadałam słowa głośniej. Już prawie krzyczałam. Nagle ogień zgasł, a w naczyniu był tylko gęsty, srebrno-czerwony płyn. Uniosłam powoli kołek i zanurzyłam w nim.
Drewno zabłysło na złoty kolor i ciecz zaczęła się rozprzestrzeniać. Pokryła całą broń. Teraz mogę już ich zabić.
___________________________________________________
Wypowiedź Esther mi nie wyszła. Przepraszam. Nie umiałam tego opisać. Trudno było mi wcielić się w nią. Piszcie, czy wam się podobało. Liczę na wasze komentarze. Tylko one mnie motywują. Bardzo was proszę! Komentujcie!
sobota, 5 maja 2012
Rozdział 6 - Bez strachu
Elena :
Esther stała w pokoju Stefana . Była taka poważna . Stała prosto , nie pozwoliła sobie zgarbić się . Miała uniesioną w górę głowę jakby dumną . Przeszywała mnie spojrzeniem swoich niebieskich oczu . Przy niej czułam się mała . Nikim . Poczułam to jeszcze mocniej i oddychałam głośniej . Starałam się to opanować , ale bałam się bardziej niż zwykle .
Zamknęłam cicho wielkie , drewniane drzwi . Wiedziałam , że jeśli Damon i Stefan usłyszą Esther przybiegną tu i nie dadzą jej dojść do słowa .
- Tylko proszę , mów cicho . - Szepnęłam spokojnie . Nie wiem jakim cudem udało mi się go zachować , ale to było naprawdę trudne .
- Dobrze . - Czarownica nawet gdy szeptała miała cudowny głos . Taki aksamitny i wysoki . Mówiła z wielką gracją i dumą .
- A więc czego ode mnie chcesz ? - spytałam szeptem patrząc na nią spode łba . Nie była tym zachwycona , więc z gracją chodziła po pomieszczeniu dotykając mebli opuszkami palców .
- Dobrze wiesz jak potrzebuję Twojej krwi ... - zaczęła nawet na mnie nie spoglądając . - jeśli chcę stworzyć kogoś równie silnego jak moje dzieci ...
- Nie oddam Ci krwi po to byś zabiła wszystkie wampiry . Nie wszystkie są złe ... - przerwałam jej , a ona zrobiła to samo .
- Z tym sobie poradzę. - powiedziała tajemniczo i odeszła .
W tym momencie przypomniałam sobie o przyjaciółce , której dawno nie widziałam . Dokładnie to od przemiany Alarica . Bonnie . Co się z nią stało . Zbiegłam na dół i zobaczyłam , że Stefan i Damon rozmawiają . Nie chciałam im przeszkadzać .
Musiałam stąd wyjść w bezpieczne miejsce . To brzmiało dziwnie , bo przecież przy nich byłam bezpieczna jak nikt inny przy nikim innym .
Wyszłam przez drzwi garażowe . Gdy je otwierałam wydostał się taki głośny skrzek , że myślałam , że za chwilę ktoś tu zbiegnie , więc poczęłam uciekać . Byle przed siebie . Nie patrząc na nic . Kilka razy wpadłam w drzewo zastanawiając się skąd się tu wzięło . Nie zważałam na to .
Biegłam wprost przed siebie . Wokoło słyszałam tylko bicie mojego serca , które reagowało na wysiłek i kroki stawiane jeden przed drugim .
Po chwili stanęłam przed wejściem domu Bonnie . Podbiegłam do białych , małych drzwi i pukałam w nie żałośnie . Chciałam by je otworzyła i teraz waliłam mocno i krzyczałam . Nikt nie przychodził . Pewnie znaczyło to , że jest tam pusto .
- Bonnie , to ja , Elena ! - wrzeszczałam rozpaczliwie .
Po chwili ktoś stanął za mną . Gdy się odwróciłam poczułam tylko lekki wiaterek i nikogo innego . Dalej biłam w drzwi ignorując to co stało się wcześniej . Poczułam czyjąś obecność , ale nie było nikogo . Rozglądnęłam się i zeszłam ze śnieżno-białej werandy Bennettów . Odeszłam kilka kroków i patrzyłam w kółko .
Po jakimś czasie rozglądania się ktoś chwycił mnie w talii i posadził na wysokiej gałęzi drzewa . Byłam przerażona . Oddychałam szybciej i głębiej , ale nie mogłam złapać powietrza . Włożyłam w to więcej siły i po chwili zauważyłam Damona siedzącego na gałęzi obok i śmiejącego się . Wpatrywał się we mnie .
Nie byłam pewna , czy to on , więc wyciągnęłam rękę i dotknęłam czubka jego nosa delikatnie przesuwając palce . Uśmiechnął się lekko . Czułam , że zaraz się rozpłynie , zniknie . Odetchnęłam z ulgą , gdy siedział bez ruchu i nie zmieniał się w kogoś innego .
- Mama nie nauczyła Cię , że nie wolno uciekać z domu ? - spytał . Cały Damon . Zawsze znajdzie czas na żarty .
Odgarnęłam włosy za ucho i spostrzegłam coś dziwnego . Spojrzałam na rękę i zobaczyłam ranę . Jak od ukłucia . Pewnie skaleczyłam się po drodze . Pomyślałam , ale to nie było zbyt możliwe . Raczej unikałam drzew , a rana wyglądała jak przecięta nożem .
Damon chwycił moją dłoń i spojrzał na nią ze zdziwieniem . Otarł ją chusteczką , którą wyciągnął z kieszeni .
- Co Ci się stało ? - spytał spoglądając to na mnie , to na ranę .
- Nie wiem . - Nie powiem mu o spotkaniu z Esther . Nie ma mowy . Nikt się nie może o tym dowiedzieć . To jest tylko moja tajemnica . Rozmyślałam tak przez dłuższą chwilę , a potem dostrzegłam twarz Damona , który najwyraźniej chciał jakichś innych informacji . - Nie mam pojęcia . - dodałam .
- Nie wiesz jak zrobiłaś sobie ranę na całą dłoń !? - spytał nie dowierzając . Gdy wypowiadał ostatnie słowa podniósł zranioną rękę w górę , abym zobaczyła zakrwawioną chusteczkę nadal do niej przyłożoną .
- Takie problemy przez taką ranę ? - spytałam chcąc zakończyć temat . Przesadzał z tą opiekuńczością .
- Dobrze wiesz jaka cenna jest Twoja krew ...
- Mówisz tak jakbyś był Klausem , a ja rozdawała krew na prawo i lewo ! - Wiedziałam , że te słowa nie mają sensu , ale się tym nie przejmowałam .
__________________________________________
Nie jestem z tego zbytnio zadowolona . Nie udał mi się . Przepraszam za coś takiego . Proszę komentujcie . Chcę znać waszą opinie , bo tylko dzięki niej piszę dalej . Powiedzcie mi , czy mam przestać pisać , czy nie .
Esther stała w pokoju Stefana . Była taka poważna . Stała prosto , nie pozwoliła sobie zgarbić się . Miała uniesioną w górę głowę jakby dumną . Przeszywała mnie spojrzeniem swoich niebieskich oczu . Przy niej czułam się mała . Nikim . Poczułam to jeszcze mocniej i oddychałam głośniej . Starałam się to opanować , ale bałam się bardziej niż zwykle .
Zamknęłam cicho wielkie , drewniane drzwi . Wiedziałam , że jeśli Damon i Stefan usłyszą Esther przybiegną tu i nie dadzą jej dojść do słowa .
- Tylko proszę , mów cicho . - Szepnęłam spokojnie . Nie wiem jakim cudem udało mi się go zachować , ale to było naprawdę trudne .
- Dobrze . - Czarownica nawet gdy szeptała miała cudowny głos . Taki aksamitny i wysoki . Mówiła z wielką gracją i dumą .
- A więc czego ode mnie chcesz ? - spytałam szeptem patrząc na nią spode łba . Nie była tym zachwycona , więc z gracją chodziła po pomieszczeniu dotykając mebli opuszkami palców .
- Dobrze wiesz jak potrzebuję Twojej krwi ... - zaczęła nawet na mnie nie spoglądając . - jeśli chcę stworzyć kogoś równie silnego jak moje dzieci ...
- Nie oddam Ci krwi po to byś zabiła wszystkie wampiry . Nie wszystkie są złe ... - przerwałam jej , a ona zrobiła to samo .
- Z tym sobie poradzę. - powiedziała tajemniczo i odeszła .
W tym momencie przypomniałam sobie o przyjaciółce , której dawno nie widziałam . Dokładnie to od przemiany Alarica . Bonnie . Co się z nią stało . Zbiegłam na dół i zobaczyłam , że Stefan i Damon rozmawiają . Nie chciałam im przeszkadzać .
Musiałam stąd wyjść w bezpieczne miejsce . To brzmiało dziwnie , bo przecież przy nich byłam bezpieczna jak nikt inny przy nikim innym .
Wyszłam przez drzwi garażowe . Gdy je otwierałam wydostał się taki głośny skrzek , że myślałam , że za chwilę ktoś tu zbiegnie , więc poczęłam uciekać . Byle przed siebie . Nie patrząc na nic . Kilka razy wpadłam w drzewo zastanawiając się skąd się tu wzięło . Nie zważałam na to .
Biegłam wprost przed siebie . Wokoło słyszałam tylko bicie mojego serca , które reagowało na wysiłek i kroki stawiane jeden przed drugim .
Po chwili stanęłam przed wejściem domu Bonnie . Podbiegłam do białych , małych drzwi i pukałam w nie żałośnie . Chciałam by je otworzyła i teraz waliłam mocno i krzyczałam . Nikt nie przychodził . Pewnie znaczyło to , że jest tam pusto .
- Bonnie , to ja , Elena ! - wrzeszczałam rozpaczliwie .
Po chwili ktoś stanął za mną . Gdy się odwróciłam poczułam tylko lekki wiaterek i nikogo innego . Dalej biłam w drzwi ignorując to co stało się wcześniej . Poczułam czyjąś obecność , ale nie było nikogo . Rozglądnęłam się i zeszłam ze śnieżno-białej werandy Bennettów . Odeszłam kilka kroków i patrzyłam w kółko .
Po jakimś czasie rozglądania się ktoś chwycił mnie w talii i posadził na wysokiej gałęzi drzewa . Byłam przerażona . Oddychałam szybciej i głębiej , ale nie mogłam złapać powietrza . Włożyłam w to więcej siły i po chwili zauważyłam Damona siedzącego na gałęzi obok i śmiejącego się . Wpatrywał się we mnie .
Nie byłam pewna , czy to on , więc wyciągnęłam rękę i dotknęłam czubka jego nosa delikatnie przesuwając palce . Uśmiechnął się lekko . Czułam , że zaraz się rozpłynie , zniknie . Odetchnęłam z ulgą , gdy siedział bez ruchu i nie zmieniał się w kogoś innego .
- Mama nie nauczyła Cię , że nie wolno uciekać z domu ? - spytał . Cały Damon . Zawsze znajdzie czas na żarty .
Odgarnęłam włosy za ucho i spostrzegłam coś dziwnego . Spojrzałam na rękę i zobaczyłam ranę . Jak od ukłucia . Pewnie skaleczyłam się po drodze . Pomyślałam , ale to nie było zbyt możliwe . Raczej unikałam drzew , a rana wyglądała jak przecięta nożem .
Damon chwycił moją dłoń i spojrzał na nią ze zdziwieniem . Otarł ją chusteczką , którą wyciągnął z kieszeni .
- Co Ci się stało ? - spytał spoglądając to na mnie , to na ranę .
- Nie wiem . - Nie powiem mu o spotkaniu z Esther . Nie ma mowy . Nikt się nie może o tym dowiedzieć . To jest tylko moja tajemnica . Rozmyślałam tak przez dłuższą chwilę , a potem dostrzegłam twarz Damona , który najwyraźniej chciał jakichś innych informacji . - Nie mam pojęcia . - dodałam .
- Nie wiesz jak zrobiłaś sobie ranę na całą dłoń !? - spytał nie dowierzając . Gdy wypowiadał ostatnie słowa podniósł zranioną rękę w górę , abym zobaczyła zakrwawioną chusteczkę nadal do niej przyłożoną .
- Takie problemy przez taką ranę ? - spytałam chcąc zakończyć temat . Przesadzał z tą opiekuńczością .
- Dobrze wiesz jaka cenna jest Twoja krew ...
- Mówisz tak jakbyś był Klausem , a ja rozdawała krew na prawo i lewo ! - Wiedziałam , że te słowa nie mają sensu , ale się tym nie przejmowałam .
__________________________________________
Nie jestem z tego zbytnio zadowolona . Nie udał mi się . Przepraszam za coś takiego . Proszę komentujcie . Chcę znać waszą opinie , bo tylko dzięki niej piszę dalej . Powiedzcie mi , czy mam przestać pisać , czy nie .
wtorek, 1 maja 2012
Dziękuję ! ♥
Dziękuję wam wszystkim ! Kocham Was ! Już 1000 wejść ! Co ja bym bez was zrobiła !? Dziękuję za pozytywne komentarze . Dzięki wam piszę to dalej . Tylko dzięki wam ! Och , nie będę już przeciągała .
Polecę Wam blogi , których linki znajdowałam w komentarzach :
blog another
blog Katerina
blog Martii
blog Katerina
blog Esther
blog Esther
To chyba tyle . Nie wiem , czy było więcej . Jeśli tak to zgłaszać się w komentarzach .
Polecę Wam blogi , których linki znajdowałam w komentarzach :
blog another
blog Katerina
blog Martii
blog Katerina
blog Esther
blog Esther
To chyba tyle . Nie wiem , czy było więcej . Jeśli tak to zgłaszać się w komentarzach .
Rozdział 5 - Wyzwanie
Damon :
Elena płakała siedząc na kanapie . Chciała coś mówić , ale nie mogła . Zrobiłem jej herbatę i podałem . Nie mogła jej chwycić . Ręce trzęsły jej się jak oszalałe . Chwytając ucho kubka prawie je upuściła , ale i tak wylała 1/4 jego zawartości . Odłożyłem kubek na stół i przytuliłem ją mocno .
- Rozumiem , że nie umiem robić herbaty , ale nie musiałaś wylewać jej na dywan . - Próbowałem poprawić jej humor . Bezskutecznie .
Nagle usłyszałem otwierające się spod zamknięcia drzwi , przez które wyszedł mój młodszy braciszek . Elena odsunęła mnie od siebie , jakbym był jakąś szmacianą lalką . Bezużyteczną , bez uczuć , nie potrzebną . Tak się czułem jak ode mnie odchodziła .
Podbiegła do Stefana i przytuliła go . Nie . Ona rzuciła się na niego . Była taka szczęśliwa . Teraz płakała ze szczęścia . Jej ukochany wyszedł żywy w pojedynku z pierwotnym , a teraz ściskał ją jakby była ostatnią osobą jaką zobaczy . Miał zamknięte oczy i szeroki uśmiech . Elena pocałowała go , a uśmiech nie znikał jej z twarzy .
- Gołąbeczki , może sobie stąd pójdziemy ? - Odezwałem się po chwilowym milczeniu . Stefan otworzył powoli oczy i zrobił minę , jakbym stał nad nim z nożem po tym , jak obudził się z cudownego snu . Elena odwróciła się trochę zaniepokojona .
- Chyba masz rację. - Powiedziała puszczając mojego braciszka i zmierzając w stronę drzwi . Ruszyłem powoli za nimi .
Elena :
Było ciemno . Ciemne prześcieradło z malutkimi , jasnymi , rozbłyskującymi diamencikami pokryło zachmurzone niebo . Księżyc w pełni nie był jedynym oświetleniem . Na ulicach Mystic Falls było pełno latarni , a najczęściej , obok nich były zielone ławki , które były już zniszczone i połamane . Farba odchodziła i w wielu miejscach były czyjeś inicjały . Sama się tam kiedyś podpisałam , ale już chyba tego nie ma . Minęliśmy rozbitą latarnię i pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to było : W okolicach grasują wampiry , wilkołaki , hybrydy , pierwotni , czarownice i nie wiem kto jeszcze , a ludzie zajmują się niszczeniem przydrożnych latarni .
Zrobiło się chłodno . Nie chciałam dać tego po sobie poznać , więc odchrząknęłam , by nie było słychać moich dygoczących zębów . Rozglądnęłam się wokoło . Wszystkie drzewa rozwiewał lekki podmuch wiatru . Matka natura wybiera zły czas i złe miejsce . Dopiero teraz uświadomiłam sobie , że jestem w parku .
Nie wytrzymywałam . Otarłam ręce z chłodu i poczułam na ramionach czyjeś ręce . To zapewne był Stefan , ale czułam jeszcze inny dotyk . Damon . Odwróciłam się . Patrzyli na siebie ze złością w oczach . Nie miałam zamiaru tego znosić , więc zaczęłam dygotać zębami . Od razu dostałam brązową , skórzaną kurtkę ukochanego , młodszego Salvatore . Uśmiechnęłam się do niego i włożyłam pospiesznie kolejną część garderoby . Nie wystarczało mi to . Schowałam dłonie w wielkich kieszeniach .
Mam nadzieję , że niedaleko jest domek . Ciepły i bez wampirów ... Znaczy ... Z dwoma . Miałam rację . Kilka metrów dalej zobaczyłam dach budynku , w którym dotychczas spędzałam wiele czasu , ale nie był to dom moich rodziców . Chłopcy zaprowadzili mnie do ich pensjonatu . Teraz wyglądał inaczej ... Tak ... Pięknie . Światło księżyca pomogło napawać się jego pięknością , w którym wyglądał jak zaczarowany . Magiczny dom z wampirami . Drzwi frontowe pokrywał cień . Może dlatego , że nie były wystawione na tą przenikliwą , świetlaną przestrzeń .
- Jesteśmy . - Usłyszałam Damona , który otwierał drzwi . Myślałam , że wejdzie pierwszy nie przejmując się niczym , ale przepuścił mnie w drzwiach . Uśmiechnęłam się do niego promiennie i weszłam do środka . nic się tu nie zmieniło . Piękna skórzana , brązowa kanapa stała na środku , a niedaleko niej był stolik , na którym była whisky i kilka szklanek .
- Usiądź . - Zaproponował mi Stefan i bez namysłu spełniłam jego prośbę . Damon jak zawsze nalał sobie whisky .
- Wezmę prysznic . - Powiedziałam wstając powoli .
- O , mogę się załapać ? - Damon próbował rozluźnić atmosferę .
- Sądzę , że nie . - Zaśmiałam się i wyszłam z pokoju .
Wybiegłam po schodkach i znalazłam się przed drzwiami do łazienki . Weszłam powoli i rozglądnęłam się , jakby miało mnie tu czekać jakieś niebezpieczeństwo . Wzięłam szybki , ale odprężający prysznic i już wychodziłam , ale usłyszałam jakieś stukanie .
Zdziwiło mnie to , więc postanowiłam to sprawdzić . Zbliżałam się do pokoju Stefana , a dziwny odgłos było słychać coraz głośniej . Otworzyłam drzwi i przeraziłam się na śmierć . Zobaczyłam tam największego wroga wszystkich wampirów . Esther . Co ona tu robi ?
- Witaj Eleno . - Brzmiała jak Katherine .
- Co ty tu robisz !? - byłam wściekła , ale też ciekawa , co ona knuje .
- Próbuję zabić moje dzieci . - Powiedziała rozchodząc się po pokoju . Te słowa były takie chłodne . Jakby nic nie znaczyły . Jakby każdy człowiek zabijał swoje dzieci .
- Jak !? Raniąc innych ? - Naciskałam . Wiedziałam , że jestem jej potrzebna , Bez mojej krwi nic się nie odbędzie .
- Świat będzie lepszy bez wampirów . - Odpowiedziała karcąco .
- Nie wiesz jaki będzie . - Odpowiedziałam wściekła . Jeśli zabije swoje dzieci zginie Stefan , Caroline , Tyler , Damon ... Och , jest ich tylu . My nawet przyjaźnimy się z wampirami , choć Tyler to hybryda , ale w połowie wampir ... Nie ważne . Po śmierci Klausa zginie .
Esther przyglądała mi się uważnie . Wiem jak musiałam wyglądać zastanawiając się nad tyloma sprawami . Choć tu nawet nie chodzi o wygląd , ale milczałam tak długo ... Ona zresztą też . Jej kręcone , krótkie , blond włosy rozwiewał lekki wiatr . Nie byłam pewna skąd się wziął , ale zauważyłam otwarte okno .
- Wiesz dobrze , że beze mnie nic Ci nie wyjdzie ? - spytałam chwytając szpikulec do lodu . Nie wiem skąd tu się wziął , ale najważniejsze , że był ostry . Przewracałam go sobie w dłoniach , ale stara czarownica była tym niewzruszona . - Jeśli ja umrę , to będzie koniec .
__________________________________________
Co sądzicie ? Warto pisać to dalej , czy już macie dosyć moich opowiastek ? Proszę napiszcie mi w komentarzu , czy wam się podobało , bo jeśli nie wiem , to nie chcę już dalej pisać , ani nic , więc jeśli przeczytałeś to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza !
Elena płakała siedząc na kanapie . Chciała coś mówić , ale nie mogła . Zrobiłem jej herbatę i podałem . Nie mogła jej chwycić . Ręce trzęsły jej się jak oszalałe . Chwytając ucho kubka prawie je upuściła , ale i tak wylała 1/4 jego zawartości . Odłożyłem kubek na stół i przytuliłem ją mocno .
- Rozumiem , że nie umiem robić herbaty , ale nie musiałaś wylewać jej na dywan . - Próbowałem poprawić jej humor . Bezskutecznie .
Nagle usłyszałem otwierające się spod zamknięcia drzwi , przez które wyszedł mój młodszy braciszek . Elena odsunęła mnie od siebie , jakbym był jakąś szmacianą lalką . Bezużyteczną , bez uczuć , nie potrzebną . Tak się czułem jak ode mnie odchodziła .
Podbiegła do Stefana i przytuliła go . Nie . Ona rzuciła się na niego . Była taka szczęśliwa . Teraz płakała ze szczęścia . Jej ukochany wyszedł żywy w pojedynku z pierwotnym , a teraz ściskał ją jakby była ostatnią osobą jaką zobaczy . Miał zamknięte oczy i szeroki uśmiech . Elena pocałowała go , a uśmiech nie znikał jej z twarzy .
- Gołąbeczki , może sobie stąd pójdziemy ? - Odezwałem się po chwilowym milczeniu . Stefan otworzył powoli oczy i zrobił minę , jakbym stał nad nim z nożem po tym , jak obudził się z cudownego snu . Elena odwróciła się trochę zaniepokojona .
- Chyba masz rację. - Powiedziała puszczając mojego braciszka i zmierzając w stronę drzwi . Ruszyłem powoli za nimi .
Elena :
Było ciemno . Ciemne prześcieradło z malutkimi , jasnymi , rozbłyskującymi diamencikami pokryło zachmurzone niebo . Księżyc w pełni nie był jedynym oświetleniem . Na ulicach Mystic Falls było pełno latarni , a najczęściej , obok nich były zielone ławki , które były już zniszczone i połamane . Farba odchodziła i w wielu miejscach były czyjeś inicjały . Sama się tam kiedyś podpisałam , ale już chyba tego nie ma . Minęliśmy rozbitą latarnię i pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to było : W okolicach grasują wampiry , wilkołaki , hybrydy , pierwotni , czarownice i nie wiem kto jeszcze , a ludzie zajmują się niszczeniem przydrożnych latarni .
Zrobiło się chłodno . Nie chciałam dać tego po sobie poznać , więc odchrząknęłam , by nie było słychać moich dygoczących zębów . Rozglądnęłam się wokoło . Wszystkie drzewa rozwiewał lekki podmuch wiatru . Matka natura wybiera zły czas i złe miejsce . Dopiero teraz uświadomiłam sobie , że jestem w parku .
Nie wytrzymywałam . Otarłam ręce z chłodu i poczułam na ramionach czyjeś ręce . To zapewne był Stefan , ale czułam jeszcze inny dotyk . Damon . Odwróciłam się . Patrzyli na siebie ze złością w oczach . Nie miałam zamiaru tego znosić , więc zaczęłam dygotać zębami . Od razu dostałam brązową , skórzaną kurtkę ukochanego , młodszego Salvatore . Uśmiechnęłam się do niego i włożyłam pospiesznie kolejną część garderoby . Nie wystarczało mi to . Schowałam dłonie w wielkich kieszeniach .
Mam nadzieję , że niedaleko jest domek . Ciepły i bez wampirów ... Znaczy ... Z dwoma . Miałam rację . Kilka metrów dalej zobaczyłam dach budynku , w którym dotychczas spędzałam wiele czasu , ale nie był to dom moich rodziców . Chłopcy zaprowadzili mnie do ich pensjonatu . Teraz wyglądał inaczej ... Tak ... Pięknie . Światło księżyca pomogło napawać się jego pięknością , w którym wyglądał jak zaczarowany . Magiczny dom z wampirami . Drzwi frontowe pokrywał cień . Może dlatego , że nie były wystawione na tą przenikliwą , świetlaną przestrzeń .
- Jesteśmy . - Usłyszałam Damona , który otwierał drzwi . Myślałam , że wejdzie pierwszy nie przejmując się niczym , ale przepuścił mnie w drzwiach . Uśmiechnęłam się do niego promiennie i weszłam do środka . nic się tu nie zmieniło . Piękna skórzana , brązowa kanapa stała na środku , a niedaleko niej był stolik , na którym była whisky i kilka szklanek .
- Usiądź . - Zaproponował mi Stefan i bez namysłu spełniłam jego prośbę . Damon jak zawsze nalał sobie whisky .
- Wezmę prysznic . - Powiedziałam wstając powoli .
- O , mogę się załapać ? - Damon próbował rozluźnić atmosferę .
- Sądzę , że nie . - Zaśmiałam się i wyszłam z pokoju .
Wybiegłam po schodkach i znalazłam się przed drzwiami do łazienki . Weszłam powoli i rozglądnęłam się , jakby miało mnie tu czekać jakieś niebezpieczeństwo . Wzięłam szybki , ale odprężający prysznic i już wychodziłam , ale usłyszałam jakieś stukanie .
Zdziwiło mnie to , więc postanowiłam to sprawdzić . Zbliżałam się do pokoju Stefana , a dziwny odgłos było słychać coraz głośniej . Otworzyłam drzwi i przeraziłam się na śmierć . Zobaczyłam tam największego wroga wszystkich wampirów . Esther . Co ona tu robi ?
- Witaj Eleno . - Brzmiała jak Katherine .
- Co ty tu robisz !? - byłam wściekła , ale też ciekawa , co ona knuje .
- Próbuję zabić moje dzieci . - Powiedziała rozchodząc się po pokoju . Te słowa były takie chłodne . Jakby nic nie znaczyły . Jakby każdy człowiek zabijał swoje dzieci .
- Jak !? Raniąc innych ? - Naciskałam . Wiedziałam , że jestem jej potrzebna , Bez mojej krwi nic się nie odbędzie .
- Świat będzie lepszy bez wampirów . - Odpowiedziała karcąco .
- Nie wiesz jaki będzie . - Odpowiedziałam wściekła . Jeśli zabije swoje dzieci zginie Stefan , Caroline , Tyler , Damon ... Och , jest ich tylu . My nawet przyjaźnimy się z wampirami , choć Tyler to hybryda , ale w połowie wampir ... Nie ważne . Po śmierci Klausa zginie .
Esther przyglądała mi się uważnie . Wiem jak musiałam wyglądać zastanawiając się nad tyloma sprawami . Choć tu nawet nie chodzi o wygląd , ale milczałam tak długo ... Ona zresztą też . Jej kręcone , krótkie , blond włosy rozwiewał lekki wiatr . Nie byłam pewna skąd się wziął , ale zauważyłam otwarte okno .
- Wiesz dobrze , że beze mnie nic Ci nie wyjdzie ? - spytałam chwytając szpikulec do lodu . Nie wiem skąd tu się wziął , ale najważniejsze , że był ostry . Przewracałam go sobie w dłoniach , ale stara czarownica była tym niewzruszona . - Jeśli ja umrę , to będzie koniec .
__________________________________________
Co sądzicie ? Warto pisać to dalej , czy już macie dosyć moich opowiastek ? Proszę napiszcie mi w komentarzu , czy wam się podobało , bo jeśli nie wiem , to nie chcę już dalej pisać , ani nic , więc jeśli przeczytałeś to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza !
niedziela, 29 kwietnia 2012
Rozdział 4 - Zło kończy się łzami .
Elena :
Klaus patrzyła na Stefana jak na wroga . Stefan był jego wrogiem . Wysunął prawą nogę w przód , a ręce zacisną w pięści . nie odrywał od niego wzroku . Wyglądał jak pantera , która ma zamiar polować , choć on miał inny cel .
Chciał obronić Caroline . Nie pozwalał się do niej zbliżyć . Dziewczyna leżała na łóżku na wpół przytomna . Tak jakby Rebekah wbiła jej kołek z werbeną , ale jej mama chyba nie wciera tych ziół w miotłę. To by było dziwne . Mój wzrok przeniósł się teraz na Stefana , który stał spokojnie , choć w jego oczach widziałam prawie niedostrzegalny strach .
- Odsuń się . - Warknął Klaus . Rozglądnęłam się odruchowo i spostrzegłam , że zasłoniłam własnym ciałem Stefana . - Albo pożałujesz . - Zrozumiałam , że mówi do mnie .
- Klaus , nie mamy zamiaru jej skrzywdzić . - powiedziałam spokojnie .
- A ja nie mam zamiaru skrzywdzić Ciebie , bo jesteś mi potrzebna . - Miał taki zimny głos , że ochłodziłby nawet ogień .
- No to przestań na nią warczeć ! - Usłyszałam znajomy głos . Piękny . Stefan . Odwróciłam się i spojrzałam w jego oczy .
Stefan :
Klaus wyglądał jakby chciał mnie zabić , a na drodze stała mu tylko Elena . Gdybym zrobił niewłaściwy krok skończyłoby się to dla niej tragicznie . Musiałem coś z nią zrobić . Byłem gotowy w każdej chwili przyjąć każdy cios , który mógłby odebrać jej życie .
- Eleno odejdź . - zebrałem się wreszcie na słowa . Żeby tylko odeszła .
- Ale Stefan... - usłyszałem .
- Eleno . - Powiedziałem zanim skończyła .
- Nie . - Stała uparta .
Wziąłem dziewczynę na ręce i zabrałem z pokoju . Marudziła jeszcze coś pod nosem . Postawiłem ją kilka metrów dalej i powoli wracałem na zajmowany przeze mnie chwilę temu skrawek podłogi . Wiedziałem , że pójdzie za mną , więc zamknąłem drzwi na klucz i stanąłem w takiej samej pozycji jak Klaus .
- Jak chcesz mnie zabić to proszę . - Odezwałem się pierwszy po dłuższej ciszy .
- Jeszcze możesz mi się przydać .
- Och , przestań . - roześmiałem się . - Lepiej mnie zabij , a nie powtarzaj tą śmieszną gadkę na okrągło .
- Jak chcesz . - Klaus rzucił się na mnie , a ja mimo tego co mówiłem wcześniej chciałem walczyć . Byłem wyczerpany wojną z Rebekah , więc dzięki temu jego przewaga rosła .
Caroline :
No pięknie . Moja mamusia oblała cały dom werbeną . Mogłam się tego spodziewać . Jej różne rzeczy przychodzą do głowy , choć nigdy bym nie pomyślała , że aż takie . Wstałam i się rozglądnęłam .
Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku , ale rozglądnęłam się jeszcze raz i zauważyłam Klausa obładowującego Stefana kopnięciami . Jakim cudem nie zauważyłam tego od razu ? Zastanowiłam się chwilę , ale spostrzegłam , że nie ma na to czasu .
- Klaus ! Co ty robisz !? - wrzasnęłam ze łzami w oczach .
- Och , Caroline obudziłaś się . - uśmiechnął się promiennie , a ja spojrzałam na Stefana . On jest moim przyjacielem . Pomógł mi pokonać nałóg picia ludzkiej krwi i był za tym , żeby mnie nie zabijać .
- Co ty robisz !? - wrzasnęłam nie zważając na jego słowa . Dopiero teraz usłyszałam mocne uderzenia o drzwi . To pewnie była Elena .
- Caroline , proszę Cię . On żyje . - Odpowiedział mi znudzony moimi pytaniami .
- Ale mógł zginąć . - Odpowiedziałam uparcie .
Damon :
Chodziłem po domu Forbesów i rozglądałem się za kolejnymi woreczkami krwi . W końcu usłyszałem jak Elena puka w ciemne , drewniane drzwi do pokoju Caroline . Widocznie byli tam Klaus i Stefan . Powoli do niej podszedłem i spytałem co się stało .
- Tam jest Stefan ... - zaczęła wypowiedź nie mogąc opanować łez - i Klaus ... Przed ... Przed chwilą walczyli ... I ... I zrobiło się ... cicho . - Nie mogła wytrzymać i rzuciła mi się w ramiona . Mocno ściskała moje ramiona . Zastanawiałem się czy człowiek tak w ogóle potrafi .
- Elena nie płacz . - Przytuliłem ją mocno i wziąłem na ręce . Zaniosłem ją do salonu i usiadłem razem z nią na , poniszczonej przez walkę z Rebeką , kremowej kanapie .
_____________________________________________
Komentujcie . Proszę . Bez tego nie mam ochoty pisać dalej , a mam kilka pomysłów . Zależy mi na waszej opinii i o zastrzeżeniach co do tego opowiadania . Z góry dziękuję .
Klaus patrzyła na Stefana jak na wroga . Stefan był jego wrogiem . Wysunął prawą nogę w przód , a ręce zacisną w pięści . nie odrywał od niego wzroku . Wyglądał jak pantera , która ma zamiar polować , choć on miał inny cel .
Chciał obronić Caroline . Nie pozwalał się do niej zbliżyć . Dziewczyna leżała na łóżku na wpół przytomna . Tak jakby Rebekah wbiła jej kołek z werbeną , ale jej mama chyba nie wciera tych ziół w miotłę. To by było dziwne . Mój wzrok przeniósł się teraz na Stefana , który stał spokojnie , choć w jego oczach widziałam prawie niedostrzegalny strach .
- Odsuń się . - Warknął Klaus . Rozglądnęłam się odruchowo i spostrzegłam , że zasłoniłam własnym ciałem Stefana . - Albo pożałujesz . - Zrozumiałam , że mówi do mnie .
- Klaus , nie mamy zamiaru jej skrzywdzić . - powiedziałam spokojnie .
- A ja nie mam zamiaru skrzywdzić Ciebie , bo jesteś mi potrzebna . - Miał taki zimny głos , że ochłodziłby nawet ogień .
- No to przestań na nią warczeć ! - Usłyszałam znajomy głos . Piękny . Stefan . Odwróciłam się i spojrzałam w jego oczy .
Stefan :
Klaus wyglądał jakby chciał mnie zabić , a na drodze stała mu tylko Elena . Gdybym zrobił niewłaściwy krok skończyłoby się to dla niej tragicznie . Musiałem coś z nią zrobić . Byłem gotowy w każdej chwili przyjąć każdy cios , który mógłby odebrać jej życie .
- Eleno odejdź . - zebrałem się wreszcie na słowa . Żeby tylko odeszła .
- Ale Stefan... - usłyszałem .
- Eleno . - Powiedziałem zanim skończyła .
- Nie . - Stała uparta .
Wziąłem dziewczynę na ręce i zabrałem z pokoju . Marudziła jeszcze coś pod nosem . Postawiłem ją kilka metrów dalej i powoli wracałem na zajmowany przeze mnie chwilę temu skrawek podłogi . Wiedziałem , że pójdzie za mną , więc zamknąłem drzwi na klucz i stanąłem w takiej samej pozycji jak Klaus .
- Jak chcesz mnie zabić to proszę . - Odezwałem się pierwszy po dłuższej ciszy .
- Jeszcze możesz mi się przydać .
- Och , przestań . - roześmiałem się . - Lepiej mnie zabij , a nie powtarzaj tą śmieszną gadkę na okrągło .
- Jak chcesz . - Klaus rzucił się na mnie , a ja mimo tego co mówiłem wcześniej chciałem walczyć . Byłem wyczerpany wojną z Rebekah , więc dzięki temu jego przewaga rosła .
Caroline :
No pięknie . Moja mamusia oblała cały dom werbeną . Mogłam się tego spodziewać . Jej różne rzeczy przychodzą do głowy , choć nigdy bym nie pomyślała , że aż takie . Wstałam i się rozglądnęłam .
Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku , ale rozglądnęłam się jeszcze raz i zauważyłam Klausa obładowującego Stefana kopnięciami . Jakim cudem nie zauważyłam tego od razu ? Zastanowiłam się chwilę , ale spostrzegłam , że nie ma na to czasu .
- Klaus ! Co ty robisz !? - wrzasnęłam ze łzami w oczach .
- Och , Caroline obudziłaś się . - uśmiechnął się promiennie , a ja spojrzałam na Stefana . On jest moim przyjacielem . Pomógł mi pokonać nałóg picia ludzkiej krwi i był za tym , żeby mnie nie zabijać .
- Co ty robisz !? - wrzasnęłam nie zważając na jego słowa . Dopiero teraz usłyszałam mocne uderzenia o drzwi . To pewnie była Elena .
- Caroline , proszę Cię . On żyje . - Odpowiedział mi znudzony moimi pytaniami .
- Ale mógł zginąć . - Odpowiedziałam uparcie .
Damon :
Chodziłem po domu Forbesów i rozglądałem się za kolejnymi woreczkami krwi . W końcu usłyszałem jak Elena puka w ciemne , drewniane drzwi do pokoju Caroline . Widocznie byli tam Klaus i Stefan . Powoli do niej podszedłem i spytałem co się stało .
- Tam jest Stefan ... - zaczęła wypowiedź nie mogąc opanować łez - i Klaus ... Przed ... Przed chwilą walczyli ... I ... I zrobiło się ... cicho . - Nie mogła wytrzymać i rzuciła mi się w ramiona . Mocno ściskała moje ramiona . Zastanawiałem się czy człowiek tak w ogóle potrafi .
- Elena nie płacz . - Przytuliłem ją mocno i wziąłem na ręce . Zaniosłem ją do salonu i usiadłem razem z nią na , poniszczonej przez walkę z Rebeką , kremowej kanapie .
_____________________________________________
Komentujcie . Proszę . Bez tego nie mam ochoty pisać dalej , a mam kilka pomysłów . Zależy mi na waszej opinii i o zastrzeżeniach co do tego opowiadania . Z góry dziękuję .
środa, 25 kwietnia 2012
Rozdział 3 - Agresja budzi agresję .
Rebekah :
- To , że jesteś hybrydą nie znaczy , że możesz mnie tak traktować . - Odepchnęłam Klausa , tak mocno , że odszedł kilka kroków w tył . - Jestem Twoją siostrą ! - wrzasnęłam zbliżając się do niego .
- Rebekah , przestań ! - wrzasnął . Wyciągnął rękę chcą zatrzymać poruszającą się wprost na niego mnie . - Zatrzymaj się ! - warknął .
- Bo co !? - Nie zważałam na jego groźby tylko po prostu szłam . Stanęłam na przeciwko niego i nadal agresywna kopnęłam go w brzuch . Wiedziałam , że go to nie zaboli , ale warto było próbować . Klaus chwycił moją nogę i rzucił o ścianę . Byłam jeszcze bardziej wściekła .
Warknęłam na Niego i jego Barbie . Poczułam rosnące kły . Wstałam szybko i ruszyłam w stronę wymęczonych braci . Byli oparci o jasną kanapę , na której leżała Elena . Mimo wszystkiego byli gotowi jej bronić .
Dziewczyna się budziła . Otworzyła oczy i się rozejrzała . Podniosła się o kilka centymetrów na rękach . Miała lekko rozchylone usta ze zdziwienia . Zamknęła i przetarła oczy jakby miała nadzieję , że to wszystko to tylko sen . Gdy zobaczyła leżących Damona i Stefana zarwała się gotowa karmić ich swoją krwią , ale zaprzeczenie Damona ją od tego uwolniło .
Muszę wrócić do drugiej pary . Zaśmiałam się w myślach i odłamałam kolejny kawałek miotły . Wampirzym tempem podbiegłam do Caroline i wbiłam go jej w brzuch . Wybiegłam z nadludzką szybkością . Słyszałam tylko za sobą głos Klausa :
- Rebekah ! Zabiję Cię .
Klaus :
Moja siostra prawie zabiła moją ukochaną Caroline . Nie pozwoliłem jej upaść . Chwyciłem ją szybko i z wampirzą prędkością zaniosłem do jej pokoju . Powoli położyłem ją na wielkim łóżku odsuwając kołdrę . Była na wpół przytomna .
Powoli pozbyłem się kołka z jej ciała i patrzyłem na nią . Pomyślałem , że potrzebuje krwi , więc wyszedłem do kuchni i wyciągnąłem z lodówki woreczek krwi . Ruszyłem do pokoju mojej ukochanej , ale pomyślałem , że nie będę egoistą i wziąłem kolejne dwa woreczki i rzuciłem Elenie , aby podała braciom Salvatore . Chwyciła je ze łzami w oczach , ale się tym nie przejąłem i wróciłem do Caroline . Podałem jej woreczek i patrzyłam jak nabiera sił .
Elena :
Damon i Stefan leżeli prawie nie przytomni . Nie pomyślałam , żeby dać im krwi . Chciałam dać im swojej , ale po słowach Damona się odsunęłam . Na szczęście Klaus podał mi dwa woreczki i dałam je wampirom . Damon od razu wypił większą część , ale Stefan nie chciał . Chwyciłam szkło z rozbitego kubka Caroline i powiedziałam , że albo wypije , albo przetnę sobie tętnicę . Jeszcze chwilę nie chciał ulegać , ale gdy przyłożyłam szkło zaczął pić .
Od razu wyglądali lepiej . Wstali i usiedli na kanapie . Musiałam sprawdzić co z moją przyjaciółką , więc poszłam w stronę jej pokoju . Cichutko i niepewnie uchyliłam drzwi . Widziałam przez szparkę , że dziewczyna pije krew i nabiera sił . Zrobiłam cichy krok i usłyszałam głos Klausa . Siedział tam bez ruchu . Nawet się nie odwrócił .
- Wiesz , że mogę Cię zabić ? - spytał . W jego łosie wyczuwałam nienawiść .
- Nie zrobisz tego , bo jestem Ci potrzebna . - Po tych słowach nabrałam pewności i weszłam do pokoju przyjaciółki . Usiadłam na skraju łóżka i wpatrywałam się w nią .
- Masz szczęście , że jeszcze żyjesz . - usłyszałam .
- Jak z nią ? - ignorowałam jego słowa . Nie rozumiem dlaczego tak mówił i do tego tak spokojnie , ale z rozpaczą .
- Przeżyje . Dostała blisko serca , ale przeżyje . Rebece zdawało się , że uderzyła w brzuch , ale zaatakowała znacznie wyżej .
I do pokoju wszedł Stefan . Klaus chciał się na niego rzucić , jakby obwiniał go o stan Caroline . Szybko stanęłam przed nim , a Pierwotny się zatrzymał .
- Masz szczęście , że masz ją . - Powiedział do niego wściekły i skinął głowa na mnie .
_______________________________________________
Proszę o komentowanie , bo bez tego nie mam ochoty pisać . Proszę również o szczerość .
- To , że jesteś hybrydą nie znaczy , że możesz mnie tak traktować . - Odepchnęłam Klausa , tak mocno , że odszedł kilka kroków w tył . - Jestem Twoją siostrą ! - wrzasnęłam zbliżając się do niego .
- Rebekah , przestań ! - wrzasnął . Wyciągnął rękę chcą zatrzymać poruszającą się wprost na niego mnie . - Zatrzymaj się ! - warknął .
- Bo co !? - Nie zważałam na jego groźby tylko po prostu szłam . Stanęłam na przeciwko niego i nadal agresywna kopnęłam go w brzuch . Wiedziałam , że go to nie zaboli , ale warto było próbować . Klaus chwycił moją nogę i rzucił o ścianę . Byłam jeszcze bardziej wściekła .
Warknęłam na Niego i jego Barbie . Poczułam rosnące kły . Wstałam szybko i ruszyłam w stronę wymęczonych braci . Byli oparci o jasną kanapę , na której leżała Elena . Mimo wszystkiego byli gotowi jej bronić .
Dziewczyna się budziła . Otworzyła oczy i się rozejrzała . Podniosła się o kilka centymetrów na rękach . Miała lekko rozchylone usta ze zdziwienia . Zamknęła i przetarła oczy jakby miała nadzieję , że to wszystko to tylko sen . Gdy zobaczyła leżących Damona i Stefana zarwała się gotowa karmić ich swoją krwią , ale zaprzeczenie Damona ją od tego uwolniło .
Muszę wrócić do drugiej pary . Zaśmiałam się w myślach i odłamałam kolejny kawałek miotły . Wampirzym tempem podbiegłam do Caroline i wbiłam go jej w brzuch . Wybiegłam z nadludzką szybkością . Słyszałam tylko za sobą głos Klausa :
- Rebekah ! Zabiję Cię .
Klaus :
Moja siostra prawie zabiła moją ukochaną Caroline . Nie pozwoliłem jej upaść . Chwyciłem ją szybko i z wampirzą prędkością zaniosłem do jej pokoju . Powoli położyłem ją na wielkim łóżku odsuwając kołdrę . Była na wpół przytomna .
Powoli pozbyłem się kołka z jej ciała i patrzyłem na nią . Pomyślałem , że potrzebuje krwi , więc wyszedłem do kuchni i wyciągnąłem z lodówki woreczek krwi . Ruszyłem do pokoju mojej ukochanej , ale pomyślałem , że nie będę egoistą i wziąłem kolejne dwa woreczki i rzuciłem Elenie , aby podała braciom Salvatore . Chwyciła je ze łzami w oczach , ale się tym nie przejąłem i wróciłem do Caroline . Podałem jej woreczek i patrzyłam jak nabiera sił .
Elena :
Damon i Stefan leżeli prawie nie przytomni . Nie pomyślałam , żeby dać im krwi . Chciałam dać im swojej , ale po słowach Damona się odsunęłam . Na szczęście Klaus podał mi dwa woreczki i dałam je wampirom . Damon od razu wypił większą część , ale Stefan nie chciał . Chwyciłam szkło z rozbitego kubka Caroline i powiedziałam , że albo wypije , albo przetnę sobie tętnicę . Jeszcze chwilę nie chciał ulegać , ale gdy przyłożyłam szkło zaczął pić .
Od razu wyglądali lepiej . Wstali i usiedli na kanapie . Musiałam sprawdzić co z moją przyjaciółką , więc poszłam w stronę jej pokoju . Cichutko i niepewnie uchyliłam drzwi . Widziałam przez szparkę , że dziewczyna pije krew i nabiera sił . Zrobiłam cichy krok i usłyszałam głos Klausa . Siedział tam bez ruchu . Nawet się nie odwrócił .
- Wiesz , że mogę Cię zabić ? - spytał . W jego łosie wyczuwałam nienawiść .
- Nie zrobisz tego , bo jestem Ci potrzebna . - Po tych słowach nabrałam pewności i weszłam do pokoju przyjaciółki . Usiadłam na skraju łóżka i wpatrywałam się w nią .
- Masz szczęście , że jeszcze żyjesz . - usłyszałam .
- Jak z nią ? - ignorowałam jego słowa . Nie rozumiem dlaczego tak mówił i do tego tak spokojnie , ale z rozpaczą .
- Przeżyje . Dostała blisko serca , ale przeżyje . Rebece zdawało się , że uderzyła w brzuch , ale zaatakowała znacznie wyżej .
I do pokoju wszedł Stefan . Klaus chciał się na niego rzucić , jakby obwiniał go o stan Caroline . Szybko stanęłam przed nim , a Pierwotny się zatrzymał .
- Masz szczęście , że masz ją . - Powiedział do niego wściekły i skinął głowa na mnie .
_______________________________________________
Proszę o komentowanie , bo bez tego nie mam ochoty pisać . Proszę również o szczerość .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)